"Me Rror" Patrycja Paliczka

Sam mundur nie czyni cię żołnierzem, tak samo, jak sama korona nie zrobi z ciebie dobrego władcy. I w jednym, i w drugim przypadku potrzebny jest ktoś, kto powie ci, jakimi zasadami trzeba się kierować i co zrobić, by dobrze walczyć, lub władczo panować. Kiedy byłam jeszcze nieopierzonym, młodym kadetem, los postawił na mej drodze bardzo surowego, ale niezwykle kompetentnego i zorganizowanego człowieka, który zdecydował za mnie, że nadszedł już czas, bym wybrała własne lustro. Nie mogłam dłużej zwlekać. Wybrałam je po omacku, zakrywając ręką oczy. Chciałam, bym o moim dalszym życiu decydował wyłącznie przypadek.

Lustra były wymysłem naszej cywilizacji; kardynałowie i naukowcy po wielu latach sporów i kilku większych skandalach, wypracowali w końcu doktrynę, która pozwoliła im połączyć ze sobą te dwie, zupełnie odmienne i nie przystające do siebie dziedziny. Zmarnowano mnóstwo czasu i energii, by nakłonić naukowców do uznania istnienia czegoś tak ulotnego i niematerialnego, jak dusza. Poświęcono jeszcze więcej czasu i energii, by przekonać kardynałów, że nauka nie może zaszkodzić religii, lecz jej pomóc. Kompromis był efektem starań wielu ludzi i był tak kruchy, że wielu sądziło, że po kilku tygodniach to wszystko musi się rozlecieć. Udało mu się przetrwać; efektem podjętej przez wielu ludzi wielogodzinnej pracy były stworzone przez nich lustra, które łączyły – zdaniem ich twórców – to wszystko, co najlepsze w religii, z tym, co dawała nam współczesna nauka. W lustrze, zaraz po jego otrzymaniu, należało umieścić własną duszę, by nie mogła ulec licznym, ziemskim pokusom i mogła dostąpić zbawienia w dniu Sądu Ostatecznego. Kable podłączone do jego szklanej, lekko matowej tafli, ciągnęły się przez całe miasto, aż do samego jego centrum, w Królewskim Zamku na Wawelu, gdzie kończyły swój bieg w brzuchu olbrzymiego, umieszczonego w królewskich komnatach, komputera, zdobyczy nowoczesnej techniki, którego pilnowało kilkunastu żołnierzy, a przy migoczących ekranach i mrugających przyciskach ślęczało pięć tuzinów naukowców, pracujących na trzy zmiany. Tu decydowano za ciebie, do jakiej kategorii należy twoja dusza i co możesz oraz w jakim czasie dzięki niej osiągnąć. Efektem ich pracy było uświadomienie ci, czy zasługujesz na zbawienie, potępienie, czy wieczne oczekiwanie w przedsionku Piekła, aż najważniejszy w tym miejscu diabeł podejmie wreszcie jakąś decyzję.

Ich decyzji nie dało się zmienić; tamtego dnia, gdy wybrałam lustro, wiedziałam, że stawiam na szali własną przyszłość, a gdy wieczorem nadeszła tak oczekiwana przez moich przełożonych informacja, że nie osiągnę zbawienia, z zadowoleniem stwierdzili, że to daje im pretekst do zrobienia ze mną tego, co im się żywnie podoba.

Otrzymałam od nich dar, za który wielu ludzi dałoby się zabić. Nieśmiertelność. Ostrze mego miecza ścinało głowy wielu królów, załoga mego statku dokonywała podboju kolejnych planet, mordując zarówno żołnierzy, jak i ludność cywilną, zasiadałam na coraz wyższych i bardziej znaczących stanowiskach, wygłaszałam z królewskiej mównicy przemówienia, które mogły zmieniać losy każdego podbitego przez nas świata.

A teraz zostałam zdradzona; pozbawiona władzy i osadzona w więzieniu. Odebrano mi to, co czyniło mnie człowiekiem. Lustro zabrano z krypty, gdzie przeleżało przez tyle wieków i rozbito. Odłamki zebrano co do jednego i jak najszybciej zniszczono.

Życie uleciało ze mnie wraz z moją potępioną duszą.

Nie miałam już szansy, by zasłużyć na królewskie skrzydła.