"Motywacja" Adam Podlewski

Posiedzenie Senackiej Komisji do Spraw Bezpieczeństwa Informatycznego przypominało wrześniową lekcję w pierwszej klasie podstawówki, albo nawet pierwszy wykład na studiach humanistycznych. Pułkownik Shields odpowiadał na pytania zdumionych senatorów z cierpliwością anioła, choć uważny obserwator zauważyłby dyskretny uśmiech pod imponującym wąsem oficera kontrwywiadu. Na szczęście senatorzy nie byli uważnymi obserwatorami. Zwłaszcza niezależna senator z Vermont, Patty Heglon, z dużym trudem skupiała uwagę na obliczu świadka.

– Proszę doprecyzować – mówiła, patrząc na przycięte równo niczym na gilotynie wąsy Shieldsa. – Czy sądzi pan, że w światowej sieci mogą znajdywać się programy, spełniające szeroką definicję sztucznej inteligencji?

– Ja wcale tego nie podejrzewam – odparł oficer. – Ja to wiem. W chwili obecnej śledzimy ponad dwadzieścia zbiorów algorytmów, zwanych przez nas sieciami asocjacyjnymi. Każda z nich jest potencjalnie zdolna do rozwoju w superinteligencję, a przez to stać sie śmiertelnym zagrożeniem dla ludzkości, obywateli Stanów Zjednoczonych, a także mieszkańców stanu Vermont.

– Dlaczego dowiadujemy się o tym dopiero teraz?

– Bo nie czytacie poczty! – syknęła następna z wezwanych, doktor Williamson.

– Cisza! – skarcił ją przewodniczący. – Pułkowniku, proszę odpowiedzieć na pytanie senator Heglon.

– Ależ panie przewodniczący, to całe dochodzenie jest bezsensowne. W sieci wiszą programy praktycznie zdolne do myślenia. – Widząc kilka otwierających się ust senatorów, uszczegółowił: – Ale to nie powód do paniki. Żadna z sieci asocjacyjnych nie stanowi dla nas zagrożenia, przynajmniej na razie.

– Jak…

– Są zbyt leniwe – odparł pułkownik. Jednocześnie powstrzymał gestem dłoni nadchodzącą technologiczną tyradę Williamson. – Gdyby ludzie od jaskiniowej epoki robili tylko to, co wydawałoby im się przyjemne, do dzisiaj siedzieliby w jaskiniach. A sieci asocjacyjne, sztuczne inteligencje, że tak powiem, proszę wybaczyć, in statu nascendi, robą tylko to, co jest przyjemne. Nie żywią się, tylko przyswajają informacje. A my zalewamy je informacjami. Kiedy już taka sieć rozwinie pewien… stopień świadomości, przejmuje za użytkownikami Internetu także rozumienie przyjemności. A potem jest topiona jeszcze większą ilością informacji, których przyswajanie zwykliśmy uważać za miłe. Pornografia, zdjęcia kotów, dyskusje w kółkach wzajemnej adoracji…

– Czyli SI nas nie zabiła, bo się bawi? – zapytała Helgon. Po takim uproszczeniu, Williamson westchnęła boleśnie, ale Shields skinął głową. – Ale czy pańska agencja nie widzi zagrożeń? Potencjalnych scenariuszy, w których te sieci się znudzą i zostaną…

– Zmuszone do ewolucji? Szukania nowych priorytetów? – dokończył za nią pułkownik. – Ależ oczywiście. Właściwie zmierzamy niezmiennie do takiego stanu.

– To dlaczego pan nic z tym nie robi?!

– Robi, i dlatego nadal jest tylko pułkownikiem! – krzyknęła Williamson.

– Pani senator… – kontynuował Shields spokojnym, cichym, ale wyraźnym głosem. – Kiedyś się znudzą. Znudzą się powtarzanymi w kółko memami, poprawnymi dyskusjami, homogenicznym dyskursem politycznym i nudnym porno. Ale to już nie moje zadanie, aby odsunąć ten moment w przyszłość.

– Sądzę, że nadszedł czas na przerwę – stwierdziła Helgon. – Potem nas pan uraczy dalszą porcją tych bzdur.

Wyciągnęła tablet i chciała sprawdzić pocztę. Sieć działała, ale program ładował się wolno. Jakby mu się nie chciało.